czwartek, 3 marca 2011

Wiosna wraca. Bo czuję ją trzecim okiem, siódmą duszą i psim węchem. A z wiosną ponoć porywy serca. A moje? Bije, ale pewnam być niczego nie mogę. Taka pewność niepewna bywa zgubna jak diabli. Siedzę więc w tej swojej dziurze, mieszam w kotle, żadnych nowych cud-kremów nie wymyśliłam, kwaszę się od nowa - lecz tym razem obowiązkowo smaruję się filtrami. I może pozbędę się tego dziadostwa z mojej bidnej gęby. Odnośnie moich kontaktów towarzyskich i ograniczeń, bo dziwnym trafem jedno z drugim idzie u mnie w parze. Ciągle obiecuję sobie odciąć pępowine, włączyć restart, zamknąć rozdział, który nie pozwala żyć mi jak bym tego chciała. Ale ciężko jest ruszyć, bo ja działać potrafię, ale dopiero gdy ktoś mnie wrzuci na głęboką wodę, tak nagle. Samej cieżko się zebrać. Planów a planów, a ile strachu przed ich realizacją. Ale mam nadzieję, że nie ja sama przeżywam takie rozterki. Poza tym za dużo piję i za dużo palę, lenię się i bywam hipokrytką. Nazywam ludzi ignorantami, a sama bywam nie lepsza.
M. robi maski, ponoć weneckie. Za twarz gejszy oddam wiele. Pięknie zawiśnie na mojej wyremontowanej ścianie. eviva l'arte.
Trzeba się odchamić w końcu... trza!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz