czwartek, 3 marca 2011

Wiosna wraca. Bo czuję ją trzecim okiem, siódmą duszą i psim węchem. A z wiosną ponoć porywy serca. A moje? Bije, ale pewnam być niczego nie mogę. Taka pewność niepewna bywa zgubna jak diabli. Siedzę więc w tej swojej dziurze, mieszam w kotle, żadnych nowych cud-kremów nie wymyśliłam, kwaszę się od nowa - lecz tym razem obowiązkowo smaruję się filtrami. I może pozbędę się tego dziadostwa z mojej bidnej gęby. Odnośnie moich kontaktów towarzyskich i ograniczeń, bo dziwnym trafem jedno z drugim idzie u mnie w parze. Ciągle obiecuję sobie odciąć pępowine, włączyć restart, zamknąć rozdział, który nie pozwala żyć mi jak bym tego chciała. Ale ciężko jest ruszyć, bo ja działać potrafię, ale dopiero gdy ktoś mnie wrzuci na głęboką wodę, tak nagle. Samej cieżko się zebrać. Planów a planów, a ile strachu przed ich realizacją. Ale mam nadzieję, że nie ja sama przeżywam takie rozterki. Poza tym za dużo piję i za dużo palę, lenię się i bywam hipokrytką. Nazywam ludzi ignorantami, a sama bywam nie lepsza.
M. robi maski, ponoć weneckie. Za twarz gejszy oddam wiele. Pięknie zawiśnie na mojej wyremontowanej ścianie. eviva l'arte.
Trzeba się odchamić w końcu... trza!

piątek, 14 stycznia 2011

leniwej kluski żali kawałek.

Czternasty dzień roku.
Przyglądam się przeszłości, tej dobrej. Wspominam ideały, które oświecały mi drogę.
By z czasem stwierdzić, że nigdy nie były prawdziwe.
Chyba naprawdę idealizuję świat i ludzi.
Chyba nie umiem żyć bez wzoru.
Smęcę przy Kathy's song. Nudzi mnie moja osobowość. Jest tak drażniąca jak kolor moich ścian.
Muszę odlozyc na bok swoje socjopatyczne podejscie do zycia i otworzyc sie na ludzi.
Co u Was moi Drodzy?
Wiosna?

czwartek, 29 lipca 2010

Raz dwa trzy . . . BABA JAGA PATRZY !

Wbrew pozorom, wcale ze mnie złe babsko nie jest.
Może ciut?
Nazywajcie mnie jak chcecie. Inwencja należy do was.

Po długim czasie blogowej abstynencji postanowiłam wrócić do sieci pod postacią czarownicy.
Jako że przede mną nowa droga, miło będzie siąść za te kilka lat i przeczytać blog od początku.
No tak, jeszcze nie wspomniałam o sentymentalności, która mnie dręczy od wieków...
Słabostka, której tym razem nie mam zamiaru eliminować.
(Bo słabości powinno się eliminować)

Lubię od czasu do czasu zamieszać coś w garze, wynaleźć nowy cud krem na zmarszczki, pomruczeć kotu na odchodne i kręcić nosem gdy kogoś przeklinam.

Czas pokaże.